© 2017 CRAZYWOMENGOHEALTHY by Aleksandra Gelo-Piesta

Warszawa/mazowieckie 

info@crazywomengohealthy.pl      kom. +48 605 616 387  

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • LinkedIn Social Icon
  • Twitter
  • Google+ Social Icon
  • YouTube Ikona społeczna

Detoks - podsumowanie trzeciego tygodnia

Wczoraj zakończył się trzeci tydzień mojego postu dr Dąbrowskiej. 

21 dni zmiany nawyków żywieniowych w trakcie, których udowodniłam sobie, że mogę jeszcze więcej niż myślałam do tej pory.

O super efektach typu lepsza skóra, cera, redukcja wagi już pisałam w ostatnim poście. Dziś finalnie zeszły mi 4kg i po kilka centymetrów w obwodach, co oczywiście jest bardzo przyjemnym "efektem ubocznym" i szczególnie zauważalnym po ubraniach oraz odczuwalnej lekkości. Cellulit jest znacznie mniejszy. Samopoczucie o niebo lepsze. Czuję się autentycznie młodsza, zdrowsza i przede wszystkim silniejsza! Czuję, że trakcie tych 21 dni dokonała się największa zmiana wewnętrzna, która pokazała mi, że jestem silna, wytrwała i pomimo potknięcia, nic mnie nie zatrzyma, kiedy mam swój cel. Jeśli obserwujesz moje Instastory, zapewne wiesz, że miniony, przedłużony weekend spędziłam w górach. Tylko ja, mój mąż, nasz przyjaciel i góry! Zero dzieci, zero spiny. Luz i aktywność fizyczna. Aktywność, która wymaga sporo energii i konkretnego ładunku kalorycznego, co w górach jest niezwykle ważne. I własnie tutaj zaliczyłam swój upadek.

Pierwszego dnia jeżdżenia na desce, po zaledwie 3-4 zjazdach poczułam ogromne osłabienie organizmu. Ogarnęła mnie senność i niemoc, a także delikatne zawirowania w głowie. Wiedziałam, że mam tylko dwa wyjścia. Iść do baru i zjeść coś na stoku albo wrócić do domu i spać (o ile wcześniej bym nie zemdlała). Wybrałam bardzo świadomie, że chcę jeździć, bo po to przyjechałam. I również świadomie wybrałam aby zjeść coś, z typowo góralskiego menu. Odrzuciłam wszystko co najgorsze typu gluten, pieczone, smażone i wybrałam bigos, z którego wydłubałam całe mięso. Ten bigos niemal od razu postawił mnie na nogi i dodał sił, na tyle, że mogłam dalej jeździć przez kolejne kilka godzin. Możesz sobie wyobrazić ile mnie to kosztowało i jak fatalnie czułam się łamiąc swoje postanowienie. Wiedziałam jednak, że zdrowie najważniejsze i musiałam posłuchać się swojego organizmu. Takie z resztą na początku postu miałam postanowienie - cokolwiek by się nie działo - zdrowie najważniejsze! Wyrzuty sumienia towarzyszyły mi przez kilka godzin ale później na spokojnie wytłumaczyłam sobie, że nie było to pod wpływem chwilowej zachcianki czy smaka na coś zakazanego, tylko konieczność. Nie mniej jednak, paradoksalnie cieszę się, że zaliczyłam ten upadek. Bo ta sytuacja pokazała, że potrafię wstać, otrzepać kolana i iść dalej za swoim celem. Podobnie jak w życiu codziennym - nigdy nie jesteśmy perfect na 100%. Zawsze zdażają się potknięcia. Najważniejsze jednak, aby wstać i iść dalej. I tak też zrobiłam wracając do swojego stałego menu.

Następnego dnia, na śniadanie zjadłam znacznie więcej - grejpfuta, marchewkę oraz całą michę zupy kapuścianej, która dała mi lepsze paliwo na początek dnia. Tego dnia nie jeździłam na desce, a zamiast tego postanowiłam iść na mój ukochany trekking. Z zapakowanym prowiantem w postaci duszonych jabłek z cynamonem i kardamonem przeszłam 16km całkiem nowymi szlakami. Wracając odczuwałam już ogromne zmęczenie, a nogi miałam wiadomo gdzie ale najważniejsze, że dałam radę :-) 

Kolejny dzień minął mi podobnie - obfite śniadanie i trekking z gotowanymi jabłkami. Tym razem przeszłam 13km, szczęśliwa ale wykończona fizycznie. 

Wniosek - nie polecam uprawiania sportów zimowych podczas postu. Na pewno nie w pierwszej fazie. Zarówno jeżdżenie,  jak i chodzenie po górach wymaga dużej podaży kalorii, której nie jesteś w stanie dostarczyć samymi warzywami i owocami. Myślę, że łatwiej by było, gdybym była w fazie wychodzenia, czyli mogłabym wspomóc się na przykład kaszą. W każdym razie mam kolejne doświadczenie na swoi koncie i jestem mądrzejsza o kolejną lekcję. 

 

Wracając do ostatniego dnia detoksu, wczoraj po raz pierwszy w trakcie całej diety miałam ogromną ochotę na czekoladę. Po raz pierwszy, bo rzeczywiście w trakcie ostatnich trzech tygodni, nie miałam w ogóle łaknienia na słodycze.

Nie ugięłam się oczywiście ale tak sobie myślę, że umysł domagał się nagrody za wytrwałość, za wykonanie zadania i wydawało mu się, że to już koniec. Stąd właśnie taka reakcja. Mam dzięki temu taką refleksję, że robiąc ten post koniecznym jest abyś znała swój nadrzędny cel. Jeśli Twoim głownym celem jest zrzucenie zbędnych kilogramów i dobijesz do wymarzonej wagi albo przejdziesz ten restrykcyjny okres (21 dni -  w moim przypadku), to umysł może zareagować podobnie jak mój - Wykonałem zadanie, daj nagrodę! Moment, w którym to wyłapałam, był kolejnym przełomem, bo przypomniałam sobie, że przecież moim nadrzędnym celem było zadbanie o zdrowe nawyki - a w takich nawykach nie ma miejsca na sięganie po czekoladę, szczególnie pod wpływem chwili (niezależnie czy miałaby to być nagroda czy kara). Od tego właśnie chciałam się uwolnić. W chwili kiedy sobie to uświadomiłam, momentalnie odeszła mi ochota na słodkie. 

To właśnie teraz czeka mnie największe wyzwanie - czyli utrzymanie umysłu na poziomie nowych nawyków, aby nie zaprzepaścić tego, co zdążyłam wypracować. To tu zaczyna się największa praca na poziomie podświadomości. Czuję, że podświadomość właśnie teraz będzie mi podsuwać wiele takich "nagród" w postaci czekoladek czy produktów, które mi nie służą, ale "dobrze" smakują i zadowalają ośrodek nagrody w mózgu, powodując relaks, odprężenie i w dłuższej mierze - uzależnienie. To właśnie dlatego śmieciowe i niezdrowe jedzenie jest uzależniające. W mózgu wydziela się dopamina, która jest odpowiedzialna za nasz nastrój (dobry, smutny lub umiarkowany), a jedząc posiłki, które nam smakują, poziom dopaminy wzrasta aż o 50%, więc umysł chce utrzymać ten stan, stąd łatwiej sięgamy po kolejną kosteczkę czekolady. Aby zmienić ten mechanizm muszę nauczyć swój umysł, że zdrowe przekąski są najlepszą nagrodą i wywołują takie same reakcje, lub nawet lepsze niż zjedzenie czekoladowego batona  :-)  

Przede mną kolejne 3 tygodnie zdrowego odżywiania w wersji wege, stopniowo wprowadzając nowe produkty, zachowując odpowiednią kaloryczność i regularność posiłków oraz utrwalając zdrowe nawyki. 

 

Przez ten czas będę po mału wprowadzała nowe warzywa i owoce. W następnym tygodniu rozszerzę dietę o nasiona, orzechy, pestki oraz tłuszcze roślinne, a w ostatnim o kasze i mleka roślinne. I tu się zatrzymuję. Zostaję w opcji wege na dłużej z jednym wyjątkiem - zjedzeniem kawałka pasztetu mojej mamy w Poniedziałek Wielkanocny. Tak! Dla niego warto zgrzeszyć dwa razy do roku, bo częściej i tak nie gości na naszym rodzinnym stole.

Póki co świadomie rezygnuję z jajek, mięsa, nabiału, cukru oraz mącznych potraw. Na początku roku miałam ambitny cel, aby wytrwać przez cały rok bez cukru i czuję, że właśnie teraz jestem na najlepszej drodze do realizacji tego postanowienia. 

 

Będę zdawać oczywiście na bieżąco relację z kolejnych tygodni i będę dalej dzielić się zdrowymi przepisami :-) 

A Ty jak się trzymasz? Trzymaj się dzielnie i nie przestawaj walczyć o swoje zdrowie, nawet jeśli zaliczyłaś potknięcie! 

 

A poniżej kolejne przepis na proste dania wege:

 

Sałatka w wersji raw

 

Składniki:

Rukola

Cukinia

Marchewka

Pomidorki cherry

Koper włoski

Świeży imbir 

Czosnek

suszona bazylia

pieprz 

sok z cytryny

 

Przygotowanie:

Cukinię i marchew przekręcamy przez spiralę aby powstały spiralki (jeśli nie posiadasz spiralnicy użyj obieraczki do warzyw aby zrobić paski). Pomidorki kroimi na pół, koper włoski ścieramy na tarce w cienkie talarki. Wszystkie warzywa mieszamy, dodajemy posiekany czosnek, imbir, pieprz i bazylię, skrapiamy cytryną i gotowe :-) 

 

 

 

 

 

Sałatka w wersji semi-raw oraz wegański barszcz

 

Składniki:

Buraki (ok. 10 mniejszych, podłużnych)

Marchewka

Rukola

Cebula biała

Świeży imbir

Czosnek 

Pieprz 

Sok z cytryny

Zioła prowansalskie

 

Przygotowanie:

Buraki gotujemy na wolnym ogniu (ja w tym czasie dodałam również włoszczyznę aby wywar wykorzystać na barszcz). Po ugotowaniu buraków kilka wyjmujemy do sałatki, resztę zostawiamy w barszczu. Barszcz gotujemy dalej. 

W tym czasie obieramy jedną marchewkę i przy pomocy obieraczki robimy kilka cienkich plasterków. Plasterki marchewki wrzucamy na rozgrzaną, suchą patelnię i po chwili dolewamy odrobinę wody, tak aby marchewka nie przywarła do patelni. Blanszujemy do momentu aż będzie al dente. 

Gotową marchewkę i pokrojone buraki mieszamy z pokrojoną w talarki cebulą, rukolą, posiekanym czosnkiem i imbirem. Doprawiamy pieprzem, ziołami prowansalskimi i sokiem z cytryny. 

 

 

 

 

 

 

 

 

Smacznego!

 

 

 

 

 

 

 

Please reload

Ostatnie posty

April 20, 2019

January 24, 2019

January 10, 2019

November 30, 2018

Please reload

Dołącz do grona moich Subskrybentów!