© 2017 CRAZYWOMENGOHEALTHY by Aleksandra Gelo-Piesta

Warszawa/mazowieckie 

info@crazywomengohealthy.pl      kom. +48 605 616 387  

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • LinkedIn Social Icon
  • Twitter
  • Google+ Social Icon
  • YouTube Ikona społeczna

50 SPOSOBÓW NA SZCZĘŚLIWE ŻYCIE - SPOSÓB #25 POMAGAJ INNYM

December 13, 2017

 

 

Dziś będą aż dwa posty... mam nadzieję, że wybaczycie ale w ostatnich dniach nawet nie otworzyłam komputera. Po pierwsze - komputer uległ awarii. Siła wyższa. Postanowiłam więc inaczej wykorzystać ten czas. Pod drugie - o tym zaraz dokładnie napiszę. 

 

Przyznam, że już od jakiegoś czasu zastanawiałam się, czy pisać o tym sposobie na szczęśliwe życie. Moje wątpliwości wynikały z faktu, że ktoś może mi zarzucić, że piszę to dla jakiegoś lansu, przechwalania się i pokazania wszystkim jakie to mam dobre serce..... jednak po wydarzeniach z ostatnich dni stwierdziłam, że przekaz jest najważniejszy. Ważniejszy od czyjegoś hejtu względem mojej osoby. Przeżyję. I będę szczęśliwa, jeśli ten post trafi do szerszego grona ludzi. Aby zainspirować i być może zachęcić do podobnych działań. A jeśli ktoś pomyśli, że się chwalę.... hmmm... to już jego problem nie mój!

 

Od dzieciństwa, rodzice pokazywali mi własnym przykładem, że należy pomagać tym, którzy naszej pomocy potrzebują. Tym, którzy mają mniej, mają trudniej, gorzej. Pamiętam, jak oddawaliśmy za małe lub nienoszone już ubrania na wieś, do biednych ludzi. Pamiętam, jak wystarczył jeden telefon, aby tata wszystko rzucił i biegł do kogoś z pomocą, kto go właśnie o nią poprosił. 

Pamiętam, jak dzieliłam się każdym batonikiem, kanapką z koleżankami. 

To było dla mnie oczywiste....

 

Z czasem, kiedy dorastałam ta pomoc innym (szczególnie tym w biedzie) nie była już taka oczywista. Pojawił się lęk, bo przecież żebrak żebrzący na ulicy wygląda odstraszająco, śmierdzi i jeszcze może mnie okraść.  No a poza tym mam mało pieniędzy, więc nie mogę komuś dać.... 

W rezultacie, stałam się egoistką patrzącą wyłącznie na swoje potrzeby. Zakupoholiczką, która kompletnie nie znała umiaru w kupowaniu. Wydanie ostatniego grosza na bluzkę? Tak, to zdarzało się częściej niż myślisz. Pod koniec miesiąca, moje konto było wyczyszczone do zera, a ja tylko modliłam się aby jakoś przeżyć do następnej pracy (to był czas liceum, kiedy pracowałam dorywczo jako hostessa, następnie już na studiach podjęłam swoją pierwszą pracę na pół etatu jako recepcjonistka w jednym z dużych warszawskich hoteli. Od 16 roku życia zarabiałam własne pieniądze. Które wydawałam bez opamiętania).  

Każdy wolny czas spędzałam w centrum handlowym, bo liczyło się tylko to, aby mieć super ciuchy i świetnie wyglądać. Byłam gotowa spełnić niemal każdą swoją zachciankę. A kiedy nie mogłam - byłam mega wściekła. 

Żyłam w szponach konsumpcjonizmu, egoizmu i zapatrzenia się wyłącznie na swój tyłek. Mało kto mnie obchodził, najwżniejsza była moja wygoda...

 

Przykre i trudne ale prawdziwe. 

 

Wszystko zmieniło się, kiedy "straciłam" bliskiego mi przyjaciela, a wraz z nim kilka osób z towarzystwa, na których mi zależało. Ludzie odwrócili się ode mnie, pakrtycznie z dnia na dzień. A ja zostałam praktycznie sama. Dostałam tak mocno po dupie, że gorzej nie można było. Pamiętam przeszywający wstyd i upokorzenie, które mi towarzyszyły. Pamiętam gorzki żal i ból samotności... Pamiętam również złość, która mnie rozdzierała w tym wszystkim...urażona duma.....skopane ego.....

 

Trochę mi zajęło aby zrozumieć swój błąd. Aby zrozumieć, że zupełnie się zatraciłam w imprezowym, konsumpcyjnym i fałszywym trybie życia, że gdzieś po drodze straciłam najważniejsze wartości...

Kiedy opadły wszystkie kotary, mgły i maski kłamstwa i obłudy - okazało się, że tam gdzieś pod zgniłymi powłokami jest serce. Serce, które potrafi kochać, myśleć i dbać o innych. Serce, które chce dawać innym radość, wartość i miłość.

Rozpoczęła się moja długa metamorfoza wewnętrzna...

Odkrywanie prawdziwej siebie, przejście drogi wybaczenia, przeproszenia, tych których skrzywdziłam do samoakceptacji, której jak z czasem odkryłam brakowało mi od najmłodszych lat. Moje poczucie własnej wartości zaczęło rosnąć ale zachowując przy tym zdrowy balans. Wiele godzin spędzonych na salach szkoleniowych, na indywidualnych sesjach, przepracowywanie trudnych spraw sprawiło, że narodziłam się na nowo. 

 

Zmieniło mnie również urodzenie mojej córeczki.  To ona stała się najważniejszą osobą w moim życiu i to wokół niej wszystko się kręciło. Ja - zeszłam na dalszy plan. Musiałam i chciałam. Chciałam i musiałam. Każdego dnia uczyła mnie, że jako mama muszę pomagać tej maleńkiej istotce poznawać świat, życie i ludzi. Zapragnęłam stawać się lepsza dla niej, aby dawać jej dobry przykład. 

Po dwóch latach pojawił się mój synek, który wymagała jeszcze więcej atencji. Przy nim zaczęłam uczyć się cierpliwości, której nigdy nie miałam...

Przy nich nauczyłam się bezinteresownej miłości. To ni uczą mnie każdego dnia, jak być lepszym człowiekiem, matką, żoną, córką, siostrą, przyjaciółką. To Oni pokazali mi, że rodzina jest na pierwszym miejscu i nic tego nie zmieni. 

 

Zmieniła mnie także miłość do Boga, która diametralnie odmieniła moje serce i przywróciła na właściwe tory, po których dziś kroczę. Wiem, że w dzisiejszych czasach to największa kicha mówić otwarcie o Bogu. Wiem, że dzisiaj to słowo jest mocno napiętnowane i kojarzy się z fanatyzmem, moherowymi beretami i pewną partią rządzącą w tym kraju.... ale to wszystko jest nieistotne. Nieistotne jest również to, czy przeczytawszy to nagle przestaniesz mnie czytać. Czy może wyśmiejesz mnie, odwrócisz się ode mnie plecami, czy wytkniesz palcem. To nie ma żadnego znaczenia. Znaczenie ma natomiast to, że wiem kim jestem. 

 

Po co to piszę? 

Bo te trzy powyższe rzeczy, osoby, sytuacje (mam trudność określenia ich jednym wyrazem) sprawiły, że zmieniłam się wewnętrznie. Z osoby, która zmierzała po równi pochyłej z prędkością światła, wróciłam na właściwą drogę. Drogę prawdziwego szczęścia, gdzie wszystko ma swój właściwy porządek. 

 

Dzięki wewnętrzej przemianie, zapragnęłam dzielić się z ludźmi, tym co potrafię robić najlepiej. Słuchać i pomagać innym w budowaniu swojej wewnętrznej mocy. Dzięki wewnętrznej przemianie dobro innych jest dla mnie priorytetem, zaś pomaganie jest sprawą oczywistą. 

 

No właśnie! Miało być o pomaganiu ;-)

A ja odbiegłam trochę od tematu, chociaż tylko pozornie, bo tak naprawdę chciałam Ci pokazać, jak ważne było uwolnienie się od egoizmu, aby móc dostrzec i pomyśleć o innych...

 

Od kilku lat oddaję nienoszone ubrania swoje oraz dzieci, tym, którzy potrzebują, którzy nie mają, tyle co ja. 

Co roku, w okresie bożonarodzeniowym staram się wspomóc potrzebujących żywnością, odzieżą lub pieniędzmi, niekiedy tylko czasem.

W tym roku, mój przyjaciel ze Szwecji zorganizował ogromną zbiórkę odzieży i zabawek wśród swoich znajomych, dzięki czemu spora część datków poszła do Szczecina, na Śląsk oraz do Warszawy. Ja podjęłam się roli kierowcy/logistyka na miejscu w Warszawie :-) 

Pod koniec minionego tygodnia 25 dużych kartonów zostało dostarczonych do domu moich rodziców, gdzie wraz z mamą, przez dwa dni sortowałyśmy datki z podziałem na płeć. 

Przez kolejne 3 dni rozwoziłam wszystko po rodzinach, którym tego typu rzeczy były niezwykle potrzebne. Właśnie dlatego w piątek nie mogłaś przeczytać nowego postu, podobnie jak wczoraj. Byłam mocno zajęta. 

I ta zajętość, pomimo fizycznego zmęczenia dodawała mi radości i sprawiała, że czułam, że robię coś, co ma znaczenie. Co ma wartość dla innych. Co jest ważne. 

 

Zupełnie inaczej czujesz się kiedy robisz coś wartościowego ale za odpłatą,

a kiedy robisz coś zupełnie bezinteresownie....

Pomaganie wzbogaca Twoje życie, Twoje wnętrze. Uszlachetnia.  Serca i dusza się radują. Wzrastasz i stajesz się lepszym czlowiekiem. Wyzbywasz się egoizmu, egocentryzmu i zaczynasz dostrzegać prawdziwy sens tego życia.  

I chcesz więcej! Bo pomaganie uzależnia :-)

 

Ta akcja była największą, której się podjęłam do tej pory. Tuż po Nowym Roku przyjedzie kolejny transport i kolejne osoby uśmiechną się na widok wielkich kartonów. Kolejne matki będą miały co założyć swoim dzieciom. Kolejne kobiety będą mogły zadbać też o siebie. A ja znowu z radością "poświęcę" na to kilka swoich dni i włączę do tego swoich rodziców oraz dzieci - aby uczyły się od małego, że nie każdy ma wiele ale każdemu trzeba pomóc, bez względu na to jak wygląda, gdzie mieszka, czy pachnie ładnie czy śmierdzi... Bo pomagać trzeba każdemu! To nasz ludzki obowiązek.

 

Nieważne jak pomagasz. Czy robisz zbiórki ubrań, czy wspierasz finansowo, czy oddajesz, to czego już nie używasz, czy dajesz komuś swój czas (wysłuchując czyjejś historii, opiekując się kimś) Można pomagać nawet jeśli samemu niewiele się ma...

Zresztą to niezwykłe, że Ci którzy mają tak mało, najczęściej dzielą się z innymi, doceniając przy tym to wszystko, co mają...

 

Pomagaj!Codziennie, nie tylko od święta. Każdy sposób będzie dobry. 

I sprawdź, jak bardzo to pomaganie uszczęśliwia Ciebie. 

 

Bogusław Linda powiedział kiedyś "Teraz pomaganie jest modne. Kiedyś modne nie było, bo było oczywiste" . 

 

Niech nadal będzie oczywiste!

 

Z miłością, 

Ola

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Please reload

Ostatnie posty

April 20, 2019

January 24, 2019

January 10, 2019

November 30, 2018

Please reload

Dołącz do grona moich Subskrybentów!